|
|
|
OD ROLFINGU DO JOGI POWIĘZIOWEJ INTEGRALNIE
Ida P. Rolf – początek drogi Ida Pauline Rolf (1896–1979) była amerykańską biochemiczką. W 1920 roku uzyskała doktorat z biochemii na Columbia University, a następnie prowadziła badania z zakresu chemii organicznej w Rockefeller Institute. Jej zainteresowanie ludzkim ciałem z czasem wyprowadziło ją jednak poza laboratorium. Poszukując sposobów rozumienia zdrowia i funkcjonowania człowieka, poznawała różne podejścia do pracy z ciałem, między innymi osteopatię, chiropraktykę i jogę. Te doświadczenia, połączone z jej wiedzą naukową, stały się częścią wieloletnich poszukiwań własnego sposobu rozumienia człowieka. Dwie ścieżki rozwoju W tym samym szerokim nurcie poszukiwania innego spojrzenia na ciało rozwijała się wcześniej osteopatia. Andrew Taylor Still, twórca osteopatii, już pod koniec XIX wieku zwracał uwagę na wzajemne zależności różnych struktur ciała i znaczenie powięzi. Rozwijał własną koncepcję człowieka jako całości, w której poszczególne części pozostają ze sobą w relacji. Ida Rolf poznała osteopatię i miała kontakt z jej przedstawicielami, ale nie stała się kontynuatorką osteopatii w prostym znaczeniu tego słowa. Z czasem rozwijała własną drogę. Interesowało ją szczególnie pytanie o to, jak organizuje się cała struktura człowieka w relacji do grawitacji. Zauważała, że sposób, w jaki ciało jest zorganizowane, wpływa na rozkład napięć w mięśniach i tkankach łącznych oraz na sposób funkcjonowania całego człowieka. Można więc patrzeć na osteopatię i Rolfing jako na dwie odrębne ścieżki rozwoju myślenia o ciele. Obie wyrastały z potrzeby spojrzenia na człowieka bardziej całościowo, ale każda z nich rozwijała własny język i własny sposób pracy. Człowiek w polu grawitacyjnym Jednym z najważniejszych pytań Idy Rolf było to, jak człowiek może być zorganizowany w polu grawitacyjnym w sposób bardziej zintegrowany i ekonomiczny. Interesowała ją nie tylko pojedyncza część ciała czy konkretna dolegliwość. Patrzyła na człowieka jako na całość – na sposób, w jaki poszczególne struktury organizują się względem siebie, jak ciało przenosi ciężar, jak porusza się w przestrzeni i jak odnajduje swoje miejsce w grawitacji. Szczególne znaczenie miała dla niej powięź i pozostałe tkanki łączne. Praca manualna została przez nią połączona z edukacją ruchową, dzięki czemu zmiana struktury mogła spotykać się ze zmianą sposobu poruszania się i odczuwania własnego ciała. Z tych wieloletnich poszukiwań powstała Structural Integration – Integracja Strukturalna, która później stała się znana jako Rolfing®. Ida Rolf opracowała również charakterystyczną strukturę dziesięciu kolejnych sesji, znaną jako Rolfing Ten-Series®. Jej znaczenie wykraczało poza sam sposób wykonywania pracy manualnej. Zaproponowała określony sposób patrzenia na człowieka – poprzez jego strukturę, ruch i relację z grawitacją. Od struktury do funkcji Po śmierci Idy Rolf w 1979 roku jej praca była dalej rozwijana przez kolejne pokolenia praktyków. Jedną z ważnych postaci tego rozwoju stał się Hubert Godard, francuski tancerz, pedagog ruchu i Rolfer. Godard rozwinął koncepcję funkcji tonicznej – sposobu, w jaki układ nerwowo-mięśniowy organizuje ciało w relacji do grawitacji. Zwrócił szczególną uwagę na napięcie posturalne, orientację w przestrzeni, przygotowanie do ruchu oraz rolę percepcji. W tym ujęciu sposób, w jaki człowiek postrzega swoje otoczenie, orientuje się w przestrzeni i doświadcza własnego ciała, pozostaje związany z tym, jak organizuje napięcie i przygotowuje się do ruchu. To poszerzyło rozumienie pracy strukturalnej o wymiar, w którym struktura, ruch, percepcja i układ nerwowy pozostają ze sobą w ciągłej relacji. Od Rolfingu do dalszych poszukiwań Praca z Rolfingiem była dla mnie początkiem dalszego badania tego, jak człowiek organizuje siebie. Nie tylko poprzez strukturę ciała, ale również przez ruch, percepcję, układ nerwowy i sposób doświadczania. Zainteresowanie funkcją toniczną, percepcją, neurobiologią zaczęło łączyć się z pytaniami o to, jak powstaje poczucie „ja”, w jaki sposób człowiek doświadcza siebie jako „ja” i czym właściwie jest to „ja”, które doświadcza. W historii Rolfingu związana jest z jego symbolem – postacią małego chłopca – pewna opowieść. Ida Rolf miała zapytać chłopca, co dała mu praca z Rolfingiem. Odpowiedział: „Kiedyś żyłem w głowie, a teraz żyję w całym ciele.” Niezależnie od tego, na ile dosłownie potraktujemy tę opowieść, dobrze oddaje ona jeden z ważnych wymiarów tego, co od początku było dla mnie obecne w pracy z ciałem: przejście od życia opartego przede wszystkim na myśleniu i wyobrażeniu o sobie do bardziej bezpośredniego doświadczania siebie poprzez całe ciało. Z czasem pojawiło się również pytanie, czy za tym „ja”, którego doświadczamy, można dostrzec coś głębszego – to, co Carl Gustav Jung nazywał jaźnią. Te pytania zaczęły łączyć się z moją praktyką jogiczną i kontemplacyjną oraz z coraz głębszym zainteresowaniem samym doświadczeniem obecności. Nie chodziło już tylko o pytanie, jak organizuje się ciało, ale również o pytanie, w jaki sposób obecność się wydarza i może zostać rozpoznana. Z połączenia tych doświadczeń, wieloletniej pracy z Rolfingiem, zainteresowania percepcją i neurobiologią oraz praktyk jogicznych i kontemplacyjnych rozwinęła się Joga Powięziowa Integralnie. Nie jest ona kontynuacją Rolfingu w sensie kolejnego etapu tej samej metody. Jest wynikiem mojej własnej drogi i dalszego rozwijania pytań, które pojawiły się w pracy z ciałem: o strukturę, ruch, percepcję i o to, w jaki sposób obecność się wydarza i może zostać rozpoznana. A może teraz chodzi o coś jeszcze? Kiedyś żyłem w głowie. Potem zacząłem żyć w całym ciele. A może teraz chodzi o to, żeby być w ciele i w świecie. Jak ciało może stać się miejscem obecności, która nie kończy się na ciele? To pytanie jest dla mnie również obecne w symbolu Jogi Powięziowej Integralnie – postaci człowieka wpisanej w okrąg i otwartej w dwóch kierunkach. Z jednej strony jest zakorzenienie – kontakt z ciałem, podłożem i grawitacją. Z drugiej – otwarcie na przestrzeń, świat i to, co znajduje się poza granicami własnego ciała. Możemy doświadczać przestrzeni wewnętrznej poprzez czucie własnego ciała, a jednocześnie przestrzeni zewnętrznej poprzez zmysły i orientację w otoczeniu. Obie te przestrzenie spotykają się w doświadczeniu. I pojawia się pytanie: kim jest ten, który doświadcza obu tych przestrzeni? Czy w doświadczeniu pozostaje jeszcze wyraźna granica pomiędzy przestrzenią wewnętrzną i zewnętrzną? Czy też jest jedna przestrzeń doświadczenia, w której ciało i świat nie są już od siebie oddzielone? Być może właśnie tutaj pojawia się pytanie o jaźń – nie jako kolejną rzecz, którą można odnaleźć w ciele, ale jako to, co doświadcza zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego wymiaru rzeczywistości. |
Ida P. Rolf Ph.D.
|